hmm.... ja jednak się uparłem że pierwszą sztukę muszę znaleźć
i tak pewnego wiosennego dnia siedząc w domu i tępo gapiąc się w monitor otrzymałem telefon od Romulusa "Jedziemy do Moraska mamy wolne miejsce" nie pozostało nic tylko poczekać umówionego dnia spakować się i ruszyć w teren... po bardzo długiej i męczącej trasie dotarliśmy na miejsce
W głowie tylko jedna myśl wyciągnąć wykrywkę i śmigać czesać kosmiczne żelastwo...

Życie jednak postanowiło szybko zweryfikować moje plany....
gwoździe, odłamki, rury, fragmenty motyk, pługów, itp itd.... cały dzień rycia w spalonej słońcem ekstremalnie twardej glebie i nic co chodź przypominało by kosmicznego intruza.... jak się później okazało chłopakom poszło lepiej... no nic nie ma co się załamywać w końcu mamy jeszcze 2 dni...
następny dzień mimo najlepszych chęci nie zapowiadał się wcale lepiej...
druty odłamki, gwoździe....
przerwa "obiadowa" przy ognisku i kiełbasce okazuje się że chłopaki znowu coś szarpnęły... kolejna konsternacja...
stwierdziłem że pora wykorzystać swoje doświadczenie poświęcić trochę naskórka, a jednocześnie uciec od palącego słońca i wbić się w takie krzaki że ledwie cewka się mieściła...
nagle sygnał.... nic zwyczajnego jakich milion już tego dnia miałem... wykopałem dołek na jakieś 30-40 cm sygnał nieco osłabł jednocześnie w "hałdzie" znalazłem wykopaną nakrętkę... "świetnie kolejna kolekcja części do ciągnika..." no nic trzeba kopać dalej
po zdjęciu całej warstwy ornej (zazwyczaj ma barwę ciemniejszą niż warstwa "calca" zalegająca poniżej która nigdy nie była ruszana ręką ludzką) i ku mojemu zdziwieniu sygnał zdawał się pochodzić dalej z dna dołka.... "hmmm... coś jest nie tak pewnie jest w ściance dołka trzeba by poszerzyć..." co też uczyniłem... znowu ładnie wyczyściłem dołek.. "co jest... głębiej leży?" zacząłem wkopywać się w jak mi się wydawało nieruszaną glebę.. wyciągając kolejną łopatę zobaczyłem jakiś ciężki przedmiot spadający z saperki do dołka.. postanowiłem wybrać luźny piasek... "mam cię cholero chciałeś umknąć "tatusiowi""

przetarłem szybko rękawiczką ciężki nieregularny przedmiot... "hmm.. jak na odłamek jakoś dziwnie wygląda..." odwróciłem na drugą stronę gdzie widniała piękna dziura po troilicie... zimny dreszcz przeszedł mi po plecach i to dziwne uczucie kiedy człowiek uświadomi sobie że trzyma w ręku fragment innego świata... "o cholera to musi być to!!!!"
wrzask "allleluja" rozległ się z gęstych krzaków:)
pierwszy odłamek zalegał na głębokości około 50-60cm ważył po wyciągnięciu około 220g obecnie po wyczyszczeniu ok 200g
do końca wyjazdu dane było mi znaleźć jeszcze 2 sztuki 100 i 30 g

Później to już z górki;) jakoś się toczy:P chodź dalej uważam że podstawowym źródłem mojej kolekcji powinny być sztuki które samemu znajdę:)
wszystkim udanych poszukiwań a przede wszystkim cierpliwości w machaniu łopatą....
Sto lat! Ciężkich prac w kamieniołomach:)